Innym razem: Eterna (Polnisch / Polska)

Jest jak wtedy. Znowu jeszcze raz. Przede mna stoi Eterna: Na jej milutkiej twarzy jak sylfida osiedlil sie obcy wyraz. Ja nie umie go objasnic, ale ja czuje, ze stanie sie cos pelnego nieszczescia. Ona formuje obydwoma rekami wglebienie, w którym trzyma swiecaca sie rzecz. Nie, moje spostrzezenie mnie nie zmylilo. To nie jest zadna materia, która ona w swoich rekach chroni - jednak wtedy mówi mi ona juz, co to jest:

"To sa wszystkie nasze marzenia. Popatrz! Wszystkie nasze marzenia we wszystkich kolorach swiatla. Ja jestem zdziwiony. Rzeczywiscie, to co ona trzyma w swoich rekach, mieni sie kolorowo, jest tym calym fascynujacym spektrem swiatla od zmiechrzajacych sie czerwonych do glebokich fioletowych cieni. Jest ona to rzeczywiscie - jest to Eterna, moja kochanka, która tam przede mna stoi. Ja mierze wzrokiem ta istote w swojej zewnetrznej calosci, przy czym zaczynam przy glowie, ale juz przy oczach zostaje mój wzrok schwytany, z cala pewnoscia w skaliste glebiny jej duszy pociagniony. Nie ma ucieczki.

Jest noc. Lekki mróz trzyma zwierzeta w ich zimowych schowiskach, tylko pelen ksiezyc posyla bez zaklócen swoje zimne promienia na ziemie. Pojedynczo lamie sie swiatlo gwiezdne w spokojnych falach morza, mieni sie prawie demonicznie i opowiada mojemu staremu sercu opowiesci minionej milosci. Przede mna pociaga zloty most swoje pola w rozleglosc morza. To jest ta droga, która musze isc. Ja nie moge powiedziec, gdzie sie ten most konczy, ale opowiada sie, ze tam czeka nowe królestwo.

Ja mam ubrany cienki plaszcz, który tylko z trudem oddala ode mnie zimno. Ale we mnie samym zarzy sie. Skad pochodzi ten niesamowity upal? To musi byc goraczka, która mna zawladnela. Ja nie wiem juz kiedy. Co wiem w ogóle?

Ja wycieram pot z brwi. To cos chce mnie spalic. Ale dlaczego - ja nikomu nic nie zrobilem. Prawdopodobnie jest to wlasnie to. Napewno.

Tymczasem stoje na moscie. Pode mna szumia lagodnie fale. Powoli stawiam jedna stope przed druga. Moje kroki oddaja pusty metaliczny dzwiek, i pomimo tego zdaje sie z tego formowac mi zanana, uwiedzajaca melodia - prawie jak przyneta w dal. To wszystko daje mi bezpieczenstwo. Od teraz poruszam sie szybciej. Wtedy nagle slysze przerazliwy jek za moimi plecami. Przestraszony rozgladam sie. Na brzegu stoi czarna postac - moge ja trudno rozpoznac. Wtedy staje sie cos: jest jak by byla klatka o mój mózg rozsadzona i wszystko wyglada o wiele widoczniej w rzadko osiagnietej krysztalowej calosci. Tam na brzegu; to jest moja Eterna, ubrana w czarna, cicho wiejaca sie sukienkie. Po jej srebrnej twarzy pelzna sie ciemnoczerwone, zawiesiste lzy. Jek urywa sie i ja widze, jak jej buzia cicho mnie wola. Jej prawa reka macha do mnie radosnie i ten nieznosny potok lez zamiera. Euforia przeplywa moje cialo. Ja czuje, jak sie wszystko we mnie ciegnie za miloscia, jak slone powietrze czysci moje pluco, jak ta wszechobecna sila grawitacji, ta mala czesc zgietego czasu przestrzeni, troche mnie opuszcza. To jest nie do opisania - nie moze byc osiagniete slowami. Nigdy nie mogloby tym byc. Eterna, moja milosc! Moja Eterna! Moje wszystko!

Ja pedze ta droga zpowrotem do brzegu. Moje buty bija gwaltownie na zoty most, ale teraz nie slysze juz wiecej zadnych melodi, tylko jeszcze jeczenie tego miekkiego metalu. Tam, tam na brzegu - ciagle jeszcze macha ona do mnie, nie pokazuje zmeczenia. I ja biegne jej naprzeciw - jej ciagle dalej naprzeciw. Ale ja nie dochodze do niej blizej. Most nie przyjmuje zadnego konca, po prostu zadnego konca. Ja nie moge osiegnac plazy! Moje nogi przewracaja sie - ja nie poruszam sie na przód, o wiele wiecej, musze rozpoznac ta okrutna prawde, ze dystans do brzegu sie powieksza, az nie moge Eterny wiecej zobaczyc. Wtedy zaczyna sie to przerazajace jeczenie i klatka naokolo mojego mózgu znów sie zatrzaskiwa.

Nade mna slysze jak sie pelny ksiezyc smieje. Bardzo szybko podnosi sie lodowaty wiatr - nie, to jest wlasciwie silna wichura, która te fale jak opetana smaga. Most zaczyna sie trzasc i ja rezygnuje z tego, ten brzeg jeszcze chcac osiagnac. Ja siadam na ziemie i placze potajemnie udlawione lzy. I pomimo tego: one pozostawiaja trujace, biale slady na moim obliczu. Jedna jedyna spada na most - i ta szlachetna konstrukcja sie rozpuszcza i wichura porywa mnie w dzikie fale morza.

Ja jestem zgubiony - i jest zbytecznie myslec jeszcze o tej klesce. Nie ma ucieczki.

Ja wynurzam sie znowu z jej duszy. Eterna usmiecha sie, szepcze cos przez swoje czule usta. Wtedy podchodzi do mnie - marzenia trzyma jeszcze pewnie w swoich rekach. Ale teraz wiruja sie kolory bez przystanku jeden z drugim, kreca sie szybciej o swoje orbity - az sie zmieszaja do czystego swiecacego sie bialego koloru. Znów mnie to uwiezilo, ale tym razem nie bede...

Ja budze sie. Slonce pali mi w oczy. Ja zamykam je szybko, ale wtedy próbuje to ponownie. Mamy dzien i ja leze na brzegu, tylko pare metrów ode mnie morze plucze pieniste sie fale na piaskowa plaze. Monotonny szum daje mi pewnosc: ja zyje.

Marzenia swiszcza teraz przez pomieszczenie. Moje usta zsunely sie na usta Eterny. Ja obejmuje jej cieple cialo, czuje jak krew je przeplywa, jej pluca sie przez jej lekki oddech podnosza i znowu zpuszczaja. Jej skóra jest miekka i sie zdaje prawie tak, jakbym mógl sie w niej zanurzyc. Eterna - ona jest boginia. Moja boginia! Ja zanurze sie w niej.

Monotonne szumienie fal - nie skonczylo sie. Ja patrze na istote przy moich stopach. Ona jest jak surrealistyczne cudze cialo na zdjeciu. Co ono tu robi - co sie stalo? Ja klekam w piasek, odgarniam wlosy z niebieskawej twarzy wyplynietej na plaze istoty.

To jest ona, jest Eterna, moja bogini! Moje reka glaszcze jej zimne policzki. Eterna spi - ja hucham jej imie w ucho. Ale ja wiem to - tak pewnie, jak od dawna nic wiecej: ona nigdy wiecej sie nie obudzi.


Original: © 2002 by Baganz, Arne-Wigand
Translation: © 2002 by Bartkowski, Anna




seelengruende - Gedichte von Arne-Wigand Baganz


die besten gedichte aus 5 jahren anti-literatur
s e e l e n g r u e n d e
- arne-wigand baganz

92 Seiten. EUR 10,- ISBN 3-8334-1226-7

mehr informationen auf




 

Über + Kontakt

© 1999-2017 by Arne-Wigand Baganz Startseite Lyrische Texte Bücher von Arne-Wigand Baganz Prosaische Texte Fotografie Inspiration Texte von Gästen